Archiwum dla ‘Klasztor Sankt Marienthal, Ostritz, PONTES, euroregion’ kategorii

Czeka mnie długi dzień, ale Helga und Eberhard przygotowali dla mnie pyszne śniadanie w ogrodzie. Ich gościnność jest nadzwyczajna, pozostaje mi tylko polecać ich dom wszystkim, którzy będą w tej okolicy!

Teraz już jest pewne, że moi gospodarze wstawią się wieczorem w Neissegalerie, by wziąć udział w dniu spotkań. Ale póki co muszę szybko zbierać się do drogi: Helga opowiedziała o Veloblogu swojemu szefowi,dyrektorowi Muzeum Śląskiego, który oczekuje mnie w swoim biurze. Markus Bauer, z wykształcenia historyk, zainteresował się Śląskiem po tym, jak zdenerwowało go, że jeszcze w latach 80. temat ten był zarezerwowany jedynie dla konserwatywnej prawicy. Z chęcią odpowiada na moje pytania i opowiada mi historię Muzeum Śląskiego.

Wszystko zaczyna się od pytania, dlaczego muzeum znajduje się właśnie w Görlitz. Markus Bauer od razu uprzedza mnie, że jest to „pytanie bardzo polityczne. Nie wszyscy bowiem są zgodni co do kwestii czy Görlitz należy do Śląska czy też nie”. Po czym szczegółowo wyjaśnia istotę relacji, począwszy od przejścia Napoleona, między regionem Górnych Łużyc (Oberlausitz), do którego należy Görlitz, a Śląskiem.

Następnie pan dyrektor opowiada o drodze, która doprowadziła do otwarcia muzeum poświęconego Śląskowi: „Wszystko zaczęło się w latach 50., w środowisku Niemców przesiedlonych ze Śląska leżącego na terenie dzisiejszej Polski. Ślązacy, bo tak ich nazywamy, zakładali wtedy tzw. “Heimatstube” w nowych niemieckich miastach, do których zostali przesiedleni. Spotykali się we własnym gronie w domach lub w kawiarniach… często zgodnie z miejscem pochodzenia. Na przykład w Kolonii znajdowała się taka Heimatstube dla dużej wspólnoty z Wrocławia (ówczesne Breslau). W końcu w latach 70. rozgorzała dyskusja, co stanie się w przyszłości z wszystkimi tymi miejscami i innymi lokalnymi muzeami, które są poświęcone kulturze śląskiej: co stanie się z nimi, gdy odejdzie pierwsze pokolenie ludzi przesiedlonych?”

Stąd wzięło się pragnienie stworzenia jednego, centralnego muzeum. Na początku mowa była o Hildesheim, mieście położonym niedaleko Hanoweru, ze względu na dużą ilość Ślązaków mieszkających w tym regionie. Potem jednak Gerhard Schröder został mianowany na premiera Dolnej Saksonii, na czele koalicji SPD i Zielonych, i położył kres dalszemu rozwojowi tego projektu. „Chodzi o to, że w tamtym czasie koncepcja muzeum budziła wątpliwości, gdyż ukazywała Ślązaków jako lud na wygnaniu” – ocenia Markus Bauer. „W projekcie znajdował się także pomysł muzeum dla współczesnych artystów śląskich, ale zamykał on całą wspólnotę w sobie bardziej niż wszystko inne. A przecież dzieci Ślązaków czują się przede wszystkim Bawarczykami, Saksończykami, itd.”. Jednym słowem, projekt muzeum w Hildesheim spalił się na panewce.

Pomysł jednego muzeum poświęconego Śląskowi został wznowiony po zjednoczeniu Niemiec w 1990 roku. W Görlitz zostało założone stowarzyszenie, które bardzo szybko otrzymało wsparcie najpierw państwa federalnego, a po kilku rozmowach również i Saksonii. W 1994 powstała fundacja, w 1999 rozpoczęto prace, a w zeszłym roku zainaugurowano otwarcie muzeum. „Wielu Ślązaków, którzy pod koniec II wojny światowej uciekli przed Armią Czerwoną i osiedlili się tutaj, po drugiej stronie Nysy, myśląc, że powrócą do regionu pochodzenia, jak tylko znów zapanuje spokój, wielu z nich okazało nam wsparcie, a właściwie to ich dzieci okazały nam wsparcie” - opowiada pan Markus. Wydaje się w każdym razie, że muzeum, znajdujące się w centrum miasta, jest mile widziane w Görlitz. „Muzeum całego kraju” jak mówi o nim jego dyrektor.

Kolekcja muzeum przedstawia kulturę i historię Śląska na przestrzeni stu ostatnich lat. „Dostajemy wiele darów od Ślązaków” - wyjaśnia Markus Bauer. „Wielu z nich zachowało klucz do starego domu, ubrania, które mieli na sobie w czasie przekraczania granicy, walizki itp. Często jest tak, że ich dzieci nie chcą już więcej słyszeć o Śląsku, gdyż przez całe dzieciństwo nasłuchały się już dość o tym, jak piękny był Śląsk, jak strasznym przeżyciem było przesiedlenie itd.”. Wynikiem tego jest, że pamiątki z przeszłości trafiają do kolekcji Muzeum Śląskiego.

„Muzeum postawiło przed sobą dwa cele” - wyjaśnia jeszcze Markus Bauer. „Chcemy dbać o kontakt zarówno między Ślązakami mieszkającymi od 1945 w Niemczech, jak i między nimi a Polakami, którzy po wojnie osiedlili się na Śląsku. Szczególnie, że ci Polacy, sami przesiedleni z terenów pogranicza polsko-ukraińskiego, często potrzebowali wiele czasu, by poczuć się w tym regionie jak u siebie, tym bardziej, że Niemcy powracali w te miejsca od dawna. Ale teraz zainteresowanie historią Śląska budzi się właśnie tu!”

Czy można więc mówić o pewnej świadomości transgranicznej wśród Ślązaków? „Trudno powiedzieć” – odpowiada mi Markus Bauer . „Ale czasami, w czasie spotkań dawnych Ślązaków z nowymi mieszkańcami dziś już polskiego regionu, wspomnienia się krzyżują. Niektórzy przypominają sobie, że chodzili do tej samej szkoły, mieszkali na tej samej ulicy itd. Stąd bierze się poczucie pewnej jedności wykraczające poza granice. Ale nie jest to jeszcze tak naprawdę rozpowszechnione.”

Jednym słowem trzeba samemu obejrzeć kolekcje muzeum, opisane zarówno w języku niemieckim, jak i polskim, żeby dowiedzieć się czegoś więcej! Naprawdę będę musiała tu wrócić… Dlaczego by nie i tej zimy, żeby obejrzeć wystawę śląskiej porcelany!



lipca
19
Przyporządkowane do (Klasztor Sankt Marienthal, Ostritz, PONTES, euroregion) traduction.polonais 19.07.2007

“Feierabend”, mam wolne : jadę w kierunku Klingewalde, na północ od Görlitz. Tam czekają na mnie Eberhard i jego małżonka, Helga. Nasze spotkanie zostało ustalone na skrzyżowaniu dróg, w samo południe.

Podczas gdy na wyjeździe z Ostritz, stojąc na poboczu drogi, sprawdzałam dalszą trasę, zatrzymał się koło mnie Eberhard i zapytał czy mam już jakąś „kwaterę” na noc. Zaczęłam mu tłumaczyć, że zależy mi bardzo na noclegu u kogoś z tutejszych mieszkańców, po to, by lepiej poznać region itd., na co Eberhard odparł, że razem z żoną prowadzą pensjonat i że bez żadnego problemu mogę rozbić namiot w ich ogrodzie, a zresztą pokoje w pensjonacie i tak są w tej chwili wolne. Mówiąc krótko, jestem mile widziana! To było niesamowite, Eberhard po prostu spadł mi z nieba!

Po dotarciu do Klingewalde jestem przyjęta iście po królewsku. Spędzamy wieczór w trójkę, rozmawiając przy kieliszku wina i wymieniając się naszymi doświadczeniami. Helga und Eberhard są zaciekawieni Veloblogiem, razem oglądamy zdjęcia. Zapalają się do mojego projektu i radzą, bym udała się do redakcji dziennika Sächische Zeitung i do radia Lausitz i bym zapowiedziała tam nadchodzący dzień spotkań. Rada, która okaże się bardzo pożyteczna… Potem rozmawiamy o Tour de France, Eberhard jest bowiem fanem dwóch kółek. Jest również „dzieckiem Görlitz”, nadzwyczajnie zna cały region, zarówno po niemieckiej, jak i po polskiej stronie, dzięki temu, że zjeździł go na rowerze. Rozmowa schodzi na temat Śląska, jego historii i kultury. Okazuje się, że Helga pracuje w dziale administracji nowego Muzeum Śląskiego w Görlitz!

Rozmawiamy o wszystkim: o starych Ślązakach, którzy podróżują do Polski, by zobaczyć, co stało się z ich domami, w których mieszkali przed przesiedleniem w 1945 roku; o innych ludziach, którzy oddają do muzeum pamiątki z dawnych lat. Rozmawiamy też o śląskiej porcelanie, o jej motywach i o niebieskiej ceramice z Bolesławca, za którą szaleją Amerykanie. Dostaję od Helgi egzemplarz czasopisma „Schlesischer Kulturspiegel”, w którym opisana jest historia śląskiej porcelany. Spośród czterdziestu wytwórni, które między 1820 a 1945 rokiem produkowały porcelanę „wysokiej jakości i za przystępną cenę” oraz zatrudniały nawet do tysiąca osób, dziś pozostały już tylko dwie, obie w Waldenburgu. Ale, jak wyjaśnia mi Helga, zainteresowanie takimi wyrobami nadal istnieje. Dlatego też Muzeum Śląskie otworzy pod koniec października wystawę śląskiej porcelany, która następnie zostanie pokazana w innych muzeach na terenie Niemiec i Polski.

Wciąż tyle rzeczy do zobaczenia i do odkrycia… Tak, będę musiała tu jeszcze kiedyś wrócić!



lipca
19
Przyporządkowane do (Klasztor Sankt Marienthal, Ostritz, PONTES, euroregion) traduction.polonais 19.07.2007

Za mną dziś już spotkanie z naszym stowarzyszeniem partnerskim “Wir°My” , w czasie którego omawialiśmy ostatnie przygotowania do rajdu w Görlitz-Zgorzelcu, wizytę w Neissegalerie oraz rozdawanie broszur, któremu towarzyszyło stałe pytanie: „Czy to Pani jest tą Francuzką z gazety?”. Teraz wreszcie mogą usiąść i porozmawiać z młodym trenerem komunikacji, Jörgiem Heidigiem. Jörg ukończył psychologię komunikacji, a obecnie wchodzi w skład teamu Instytutu komunikacji, informacji i kultury w Görlitz.

Rebecca, moja pierwsza gospodyni z Grosshennersdorfu, poradziła mi, bym spotkała się z tym młodym intelektualistą, jako że pisze on właśnie doktorat o tym, jak Niemcy, Polacy i Czesi oceniają siebie nawzajem, a jak oceniają samych siebie. Po piętnaście, dwadzieścia osób z każdej narodowości weźmie udział w badaniach i na tej podstawie zostanie określony sposób postrzegania siebie nawzajem w euroregionie Nysa. „Chciałbym, żeby dzięki mojej pracy ludzie lepiej się rozumieli, żeby komunikacja między trzema narodowościami stała się łatwiejsza” – mówi Jörg Heidig. „W tej chwili istnieje wiele projektów bazujących na współpracy, ale są one nadal bardziej narzucone z góry niż spontaniczne.”

Na razie Jörg jest na początku etapu badawczego swojej pracy, bada, jak Niemcy postrzegają siebie samych, a jak Polaków i Czechów. ”Napotyka się wciąż te same, stare stereotypy, według których oba narody są biedne, ale i ciepłe i gościnne. Wielu Niemców uważa siebie za bliższych Czechom niż Polakom. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że Czesi przez długi czas żyli w sferze niemieckojęzycznych wpływów kulturowych” – twierdzi Jörg.

Z pierwszych rozmów Jörga wynika, że wstąpienie Polski i Republiki Czeskiej do Unii Europejskiej w maju 2004 roku przyjmowane jest z mieszanymi uczuciami. „Jedni cieszą się, że od momentu rozszerzenia Unii nie mieszkają już na „peryferiach” Europy, inni natomiast obawiają się zwiększenia przestępczości, przemytu narkotyków i częstszych kradzieży samochodów.” A na pytanie czy któregoś dnia zniknie granica, ludzie odpowiadają często, że nie, bo i tak zawsze pozostanie bariera językowa…



lipca
19
Przyporządkowane do (Klasztor Sankt Marienthal, Ostritz, PONTES, euroregion) traduction.polonais 19.07.2007

… to był mały Lech, gdyż słońce mocno grzało!

Do Zgorzelca dojechałam w towarzystwie trzech polskich rowerzystów, których spotkałam po drodze. Mirek i jego koledzy pracują na ostrym dyżurze w zgorzeleckim szpitalu. Miałam okazję pokaleczyć trochę język polski i dowiedzieć się, że Lech, który w tym zakątku jest bardzo często serwowany w wielkich butelkach (0,66 litra), jest produkowany w Poznaniu.



lipca
19
Przyporządkowane do (Klasztor Sankt Marienthal, Ostritz, PONTES, euroregion) traduction.polonais 19.07.2007

Piszę te słowa z niezamieszkanej kamienicy nazywanej „Ratskeller”, znajdującej się na Rynku w Ostritz. Kamienica ta, jak dotychczas przez nikogo nie zamieszkiwana, to znaczy „do wynajęcia, leży na placu przy ratuszu w Oestritz.
Śmieszne doswiadczenie spać każdej nocy w innym miejscu, począwszy od klasztoru, a skończywszy na opuszczonym budynku. Intryguje mnie to nowe miejsce, więc z aparatem w dłoni robię małą rundkę…Zdjęcia (2,3, 4, 5)

Zresztą te wszystkie budynki bogate w historie, ale zupełnie puste wydają się być jedną z właściwości regionów pogranicza!

Klucze do kamienicy uprzejmie użyczył mi poprzedniego dnia Gregor Glodek, który mieszka w tutejszym Domu stowarzyszeń i który z chęcią opowiada im o jego działalności. „Wszystko zaczęło się niedługo po zjednoczeniu Niemiec, na bazie znajomości między ludźmi mieszkającymi po obu stronach granicy” - wyjaśnia. „Chcieliśmy pokonać istniejące uprzedzenia, wymazać najlepiej jak tylko się da dawną niechęć”.

Dziś Dom stowarzyszeń kieruje wieloma inicjatywami mającymi na celu współpracę między sąsiedzkimi krajami. Spośród bogatej oferty projektów wymienić można chociażby przedszkole niemiecko-polskie - “Kinderhaus St. Franziskus” - opiekujące się kilkunastoma dziećmi z obu krajów czy polsko-niemiecki teatr, w którym dzieci w wieku od 7 do 14 lat mogą w dwóch językach uczyć się pantomimy. Raz do roku Gregor Glodek, wraz z grupą niemieckich licealistów, jeździ do Polski, by na żaglówkach odkrywać Mazury. „Młodzi nie zdają sobie z tego tak naprawdę sprawy, ale w ten sposób otrzymują inny obraz Polski. Nie widzą jej już tylko przez pryzmat przygranicznych bazarów, ale odkrywają ją od środka.”

Wreszcie, od ponad dziesięciu lat Dom stowarzyszeń organizuje słynne marsze europejskie, czyli “Europawanderungen”: około 40 kilometrów i 3-4 godziny, by odwiedzić trzy kraje sąsiedzkie, tzn. Niemcy, Republikę Czeską i Polskę. „Naszą ambicją jest ukazanie regionu jako całości, zachęcenie ludzi, by żyli jedni razem z drugimi, a nie jedni obok drugich” – tak odpowiada Gregor Glodek na moje pytanie o przyczyny dzisiejszego stanu rzeczy. „Rzeka powinna odzyskać swoją pierwotną rolę, powinna nas jednoczyć, a nie dzielić.” Po czym dodaje: „Zaczynaliśmy z kilkunastoma osobami, a dziś na marsz zgłasza się od pięciuset do sześciuset uczestników z całych Niemiec!” W 2003 roku wędrowcy otrzymali nawet specjalne zwolnienie, dzięki któremu mogli przejść na drugą stronę Nysy w Hagenwerder (na północ od Ostritz) po moście, który wtedy jeszcze nie był oddany do użytku…

Aby zorganizować te wszystkie akcje, Gregor Glodek jest jedynym pracownikiem Domu stowarzyszeń pracującym na pełnym etacie. Jego liczni pomocnicy to wolontariusze. I mimo że nie wypowiada tego otwarcie, to wydaje się, że nie powiedział by nie dla pomysłu, by mieć prawdziwych współpracowników, którzy pomogliby podołać ogromowi jego pracy…



Mała przerwa organizacyjna: przyłączcie się na chwilę do veloblogu, przyjedźcie do podwójnego miasta Görlitz-Zgorzelec, tam oczekuje was niesłychany program (za pomocą małego kliknięcia na link u góry „szczegółowy program” dowiecie się więcej). Wszystko jest za darmo, przyrządzone z miłością małe posiłki są jednak mile widziane….dla wieczornego bufetu samozaopatrzeniowego!

Warte uwagi: Elkin i Barbara, których spotkałam w Grosshennersdorfie (patrz: artykuł o centrum spotkań), także będą z nami i zaprezentują pantomimę do tematu „Granica”…

Większość ludzi, których spotkałam podczas podróży, począwszy od Szwajcarów z Zittau aż do sprzedawcy Dönnera z Oestritz, także się pojawi w Görlitz…
Więc dlaczego nie także i Wy?
Miejsce spotkania: forum naszej strony, do podzielenia się na grupy jadące autami lub stworzenia grup jadących pociągiem.

Udanej podróży i do zobaczenia wkrótce: ja też się muszę zbierać do drogi.



lipca
18
Przyporządkowane do (Klasztor Sankt Marienthal, Ostritz, PONTES, euroregion) traduction.polonais 18.07.2007

Uwe Rada dobrze mi mówił: dworzec w Ostritz to dworzec niemiecki na terytorium Polski. A oznacza to to, co oznacza…

Zdecydowana by dowiedzieć się czegoś więcej, udałam się na to miejsce, by uciąć sobie pogawędkę z celnikami. Jeden z nich jest Niemcem, drugi Polakiem: jest to tzw. zasada „one-stop” - wyjaśniają celnicy – czyli wspólna kontrola po to, by zaoszczędzić wszystkim czasu oraz zadbać o budżet obu państw przeznaczony na sprawy celne.

Obaj celnicy mają za zadanie nadzorować ten malutki most dla pieszych nad Nysą, łączący Ostritz z dworcem znajdującym się na terenie Polski od 1945 roku, czyli od momentu nowego wyznaczenia granicy. Ironia historii. „Trudno w to uwierzyć, ale jest to prawda, tutaj także, Niemcy muszą sprawować kontrolę nad granicą. Jesteśmy odpowiedzialni za jedną z tych sławnych granic zewnętrznych strefy Schengen” - funkcjonariusz niemiecki opowiada mi to z pewną dawką uszczypliwości. „Kontrolujemy, by upewnić się, że ani Rumuni ani Ukraińcy nie wchodzą ot tak do strefy Schengen.” Potem dodaje, że od jesieni 2008 roku to Polska zastąpi Niemcy w tej roli. „Z pewnością będziemy pomagać naszym kolegom trochę dłużej, do czasu aż wszystko będzie na swoim miejscu”.

Najważniejsze zadanie celników polega na kontrolowaniu pasażerów przechodzących między dworcem a jego miastem, między miastem a jego dworcem. Pociągi niemieckie bowiem jeżdżące od ponad 130 lat wzdłuż doliny Nysy między Zittau a Görlitz drwią sobie z granicy i zatrzymują się na terytorium polskim, by obsłużyć Ostritz. Rezultat tego taki, że pasażerowie są kontrolowani zarówno przy wsiadaniu do pociągu, jak i przy wysiadaniu z niego.

Nie próbujcie więc nigdy wskakiwania do pociągu w ostatniej chwili, ale zaplanujcie kilka dodatkowych minut, by przekonać się samemu o tym absurdzie i zrelatywizować koncepcję granicy jako gwaranta szczelności obszaru Schengen.



lipca
18
Przyporządkowane do (Klasztor Sankt Marienthal, Ostritz, PONTES, euroregion) traduction.polonais 18.07.2007

Tym razem nocleg udało mi się znaleźć w klasztorze St. Marienthal. Jest to ogromne opactwo cysterek położone nad brzegiem Nysy, które przyczyniło się w znaczącym stopniu do rozwoju miasta Ostritz, ale samo w sobie jednak niewiele ma wspólnego z tematyką granic. Czternaście zakonnic wciąż mieszka w opactwie istniejącym od XIII wieku. Prace renowacyjne trwają tu w najlepsze, ale dla osób będących przejazdem istnieje możliwość spędzenia noclegu. Poza ciszą panującą w klasztorze, Biblią leżącą na nocnym stoliku i krzyżykiem wiszącym na ścianie, nic szczególnego nie odróżnia tego miejsca od schroniska.

Jednakże jedna rzecz może zainteresować Veloblogowiczów - projekt PONTES z siedzibą w klasztorze właśnie. Połączony jest on z klasztornym Międzynarodowym Centrum Spotkań i stawia sobie za cel inicjowanie trójnarodowych spotkań w euroregionie Nysa. „Organizacja ujrzała światło dzienne w roku 2002, w momencie gdy niemieckie Ministerstwo Edukacji zapoczątkowało program „uczących się regionów””– wyjaśnia Claudia Meusel. „PONTES organizuje projekty, których głównym zamierzeniem jest rozwój regionu, pomoc mieszkańcom – zarówno kobietom, jak i mężczyznom - w znalezieniu pracy.” Oddziały PONTES znajdują się również w Polsce i w Republice Czeskiej, biorą one udział w koordynowaniu różnego rodzaju projektów. Według pani Meusel Polacy i Czesi, od momentu wstąpienia ich państw do Unii Europejskiej oraz otrzymania większej łatwości w uzyskiwaniu dofinansowania, okazują rosnące zainteresowanie projektami. Z rozbawieniem opowiada ona o tym, jak przebiega wspólna praca: „Niemcy są zawsze bardzo poprawni, dla wszystkich przygotowują ksera i są bardzo punktualni. Czesi, a przede wszystkim Polacy, są za to bardziej odprężeni. W końcu praca zostaje wykonana, ale zdarza się, że trzeba ją poprawiać pięć razy!” Z drugiej strony, coraz więcej Polaków i Czechów włada językiem Goethego. Może z tego względu, że spotkania z reguły odbywają się w klasztorze Marienthal, ze względu na dostępne urządzenia?

PONTES podlega obecnie przemianom. Zakończył się już program „uczących się regionów”, trzeba więc dokonać podsumowania i znaleźć nowe wsparcie finansowe. Ale pani Meusel nie martwi się o przyszłość, przygoda będzie kontynuowana, czternaście osób zatrudnionych w PONTES oraz ich partnerzy nadal będą pracować nad projektami rozwoju euroregionu Nysa.



lipca
17
Przyporządkowane do (Klasztor Sankt Marienthal, Ostritz, PONTES, euroregion) traduction.polonais 17.07.2007

Teraz znacie moje huśtawki nastrojów. Może żywszy sposób na przedstawienie wam dwóch możliwych szlaków pomiędzy Zittau i Oestritz, mała anegdota w przejeździe…

Po niemieckiej stronie jest droga rowerowa wzdłuż Nysy, gdzie można jechać na ocienionym, równym terenie: super!!!

Po polskiej stronie nie ma żadnej drogi rowerowej, ale jest za to dobrze rozbudowana droga, na której jest dość mały ruch. To pozwala na poznanie przemysłowego serca regionu, trzeba jednak pokonać parę wzniesień. A w końcu kto wjeżdża do góry, ten będzie też zjeżdżał na dół. A miejscowość Posada, niedaleko Nysy, jest tak malownicza, że cały ten objazd się opłaca.

A jeśli niemożliwe stanie się przekroczenie granicy w tej wiosce, żeby zobaczyć po drodze klasztor Sankt Marienthal, zawsze jeszcze jest możliwość przejechania drogą polną, która również prowadzi do granicy. Tak zapewniali mnie przynajmniej niektórzy Polacy. „Granica? Prosto, a potem w lewo.”

Wzrasta we mnie mała niepewność, gdy widzę jak droga zmienia się w ścieżkę, a komary dziwnie szybko się rozmnażają. Wtedy przychodzi mi na myśl moja nauczycielka języka polskiego i mam cichą nadzieję, że wszystko dobrze zrozumiałam….i czy to już nie koniec drogi…o zgrozo, muchy pożerają małego padalca! Wydobywam z siebie krótkie okrzyki: panika rośnie, fobia już niedaleko! Chyba nigdy jeszcze nie jechałam tak szybko przez las i to z na wpół zamkniętymi oczami.

Mały przekręt, który jednak pozwolił mi na dotarcie do przejścia granicznego dla pieszych i rowerzystów dwie minuty przed ósmą…o ósmej jest ono zamykane….



lipca
17
Przyporządkowane do (Klasztor Sankt Marienthal, Ostritz, PONTES, euroregion) traduction.polonais 17.07.2007

Ciągle jeszcze w małym szoku z powodu „dziury”, moje myśli ciągle wędrują. Ach, jak praktyczne byłoby, gdyby było tu przejście na drugą stronę granicy, do Hirschfelde, żeby dowiedzieć się czegoś o byłym E-Werk. Most rzeczywiście jest planowany, ale ciągle jeszcze trzeba na niego czekać.

Pogrążona w myśłach prawie bym zabłądziła. Dużo za daleko na wschód od granicy, nagle dojechałam do Bogatyni, kiedy to zauważyłam, że nie mam przy sobie ani jednego centa więcej, żeby napełnić butelkę.
Ani jednego złotego. Co za bezmyślność. Na szczęście następny bankomat jest niedaleko i mogę podjąć moje pierwsze polskie pieniądze, dzięki mojej karcie bankomatowej i bez żadnych dodatkowych opłat – Europa bowiem zobowiązuje. Z podreperowanymi zapasami korzystam z okazji do pozwiedzania miasta i zwiedzenia wielu domków wybudowanych w typowym dla tego regionu stylu (Umgebindehäuser)…..i do wyciągnięcia paru informacjii o kominach w pobliżu Turowa (2, 3).

Odpowiedzi udziela dozorca biorafinerii w Bogatyni:
polonaismp3




  • Suche



Wesołe nawołanie o datki


  • Der Weg


    Karte

  • Véloblog empfehlen