Leszek natychmiast prowadzi mnie do biura europejskiego regionu pomorskiego. Tam spotykam pana dyrektora, który po zapoznaniu się z celami Veloblogu i organizacją dnia spotkań, radzi mi poszukać pana Zbigniewa Jakobsche, kierownika schroniska młodzieżowego. On mógłby mi zagwarantować dach nad głową i pomóc w zorganizowaniu zwiedzania i odkrywania miasta. Począwszy od wypicia kawy w ogrodzie, a skończywszy na uzgodnieniach terminów z prasą, mój dzień jakby sam się zorganizował podczas moich rozmów. Zbigniew Jakobsche ledwo dotknął telefonu i hop, wszystko udaje się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Powoli, ale skutecznie, oczywiście bez umówionych terminów, wszystko na ostatnią minutę. Mała próba nerwów, odkryć po miesiącu guzdrania się ten nowy sposób pracowania… Naprawdę tak samo skuteczne, jeśli by nie patrzeć na momenty niepewności spędzone na czekaniu na odpowiedź. Dwie godziny przed przyjazdem pierwszych uczestników wszystko jest dopięte na ostatni guzik: zwiedzanie miasta, zorganizowane przez Olka, który jest godny wszelkich podziękowań, nagrody dla zwycięzców zasponsorowane przez schronisko młodzieżowe i pokoje dla ludzi, którzy chcą zostać po zakończeniu „uroczystości”. Jedni przybywają z Berlina, inni z Francji, ale jest również wielu innych, którzy dowiedzieli się o dniu spotkań z rozdanych tego wieczoru ulotkach, rozprowadzonych na ulicach przez zaangażowanych uczestników. I znowu wspaniały dzień. Niech każdy czuje się zaproszony do podzielenia się swoimi wrażeniami na Veloblogu, który, tak jak i wcześniej, otwiera się na innych pisarzy.
4 komentarzy do "Szczecin gości Veloblog"
Impressionnée… Je crois que c’est le mot. Impressionnée par l’organisation (j’imagine que nous n’en découvrons qu’une infime partie dans les blogs), par cette chaleur humaine qui semble t’entourer dans cet ambitieux projet, par ta capacité à garder sang froid et bonne humeur, par toutes ces histoires qu’on partage avec toi (et donc nous). Bravo à toi et à toutes tes “petites mains” et bon courage pour cette dernière semaine ! Les organisations au dernier moment, tu connais très bien!…et c’est super quant cela marche, mais angoissant quant l’attente s’étire en longueur…C’est vraiment dommage de ne pas pouvoir participer ” en live” à toutes ces rencontres, voire même frustrant, tellement la tentation est forte!Bravo encore pour ce projet humaniste comme je les aime! Et merci ma chère fille! Nous trouvons tout de plus en plus extraordinaire.C’est super chouette. Oui oui… au veloblog faut croire qu´on aime l´organisation “à la rache”, du “live and direct” dans toute sa spendeur. Et à l´heure à laquelle Hervé commentait en connaisseur les capacités organisationnelles de sa progéniture, je m´apprétais, dans l´entre berlinoise de Charlotte, à affronter les affres de la girouette veloblog… du grand art :))) Proszę zostawić komentarz.
|